Niespełna dwa tygodnie temu 11 maja, miała miejsce premiera odcinka finałowego (Season Finale) oznaczonego numerem 5x22 "Vessel", a co za tym idzie końca piątego sezonu Smallville. Po przeczytaniu tylu Waszych wypowiedzi na różnych forach nie będzie mi łatwo spoglądać obiektywnym okiem na świeżo zakończone zmagania młodego Clark'a Kent'a. Mimo to postaram się w pełni profesjonalnie podejść do tego tekstu.
Należy to sobie otwarcie powiedzieć: 5 sezon nie zachwycił. Na pewno spodziewaliśmy się czegoś innego, a wszystko za sprawą jego poprzednika, który uważany jest za najlepszy dotychczasowy sezon Smallville. Pytanie brzmi czy nie ustawił on zbyt wysokiej poprzeczki dla scenarzystów oraz producentów?
Wcale to nie oznacza, że piąta odsłona zmagań Clark'a ze swoim przeznaczeniem była nieudana. Jeśli miałbym wystawić jej ocenę w skali szkolnej to jest to mocne cztery z plusem. Season Premiere, czyli pierwszy odcinek nowego sezonu, sprostał oczekiwaniu widzów jak i całość sezonu oraz zakończenie serii. Chce przez to powiedzieć, iż sezon oznaczony cyfrą 5 zawiódł tylko trochę. Do rozpoczęcia sezonu nie mogę mieć zastrzeżeń, zwłaszcza do odcinków takich jak: "Arrival" czy "Mortal". Natomiast dalsze odcinki są "bezbarwne", niekiedy aż nudne, nie wyczekuje się już z zapartym tchem kolejnego epizodu jak to miało miejsce podczas oglądania numeru 4 (a pamiętacie takie odcinki jak "Crusade", "Transference", "Spell", "Unsafe", "Pariah", "Sacred", "Spirit" czy "Commencement"...? No właśnie.). Przełomem złej, nudnej passy były zeszłoroczne święta Bożego Narodzenia, a wraz z nimi odcinek "Lexmas", czy to może duch świąt tchnął w scenarzystów nowe pomysły? Myślę, że tak, ponieważ akcja ruszyła do przodu odcinki odzyskały swój Smallvillowski charakter ;-). Warto tu wspomnieć w szczególności o "Lockdown" i "Reckoning". Właśnie przy "Reckoning" zatrzymam się na chwilę, gdyż wzbudzał on wiele kontrowersji, jako, że był szczególnym odcinkiem pod względem numeru jak i wydarzeń w nim zawartych.
Epizod oznaczony całkiem niewinnym numerem 5x12 okazuje się 100 odcinkiem, a co za tym idzie, zachwyca niezwykłą fabułą. Fanom nie musze chyba mówić, jeśli się go chociaż raz widziało nie da się go zapomnieć. Przez jednych znienawidzony, natomiast przez drugich uważany za świetny. Ja właśnie należę do tej drugiej grupy osób, uważam, że było to najlepszy odcinek Smallville w przekroju wszystkich sezonów. Wniósł on ogromny potencjał możliwości do wykorzystania w przyszłości. Załamałem się kompletnie po obejrzeniu następnego epizodu "Vengeance" - to była po prostu tragedia, jak można było zmarnować taką okazje na prawdziwą przeminę Clark'a w Kal-El'a? Nastąpił prawdziwy zastój akcji, aż do końca sezonu, odcinki były przeciętne, nie było widać w nim żadnej chęci do akceptowania przeznaczenia, które go czeka. Minimalny przełom nastąpił w "Hypnotic", gdy Clark zrywa z Laną oraz ukazana zostaje intryga Lex'a, pałającego gorącym uczuciem do dziewczyny jego byłego, najlepszego przyjaciela. I tu dochodzimy do miłosnego wątku, o którym wspomnę. Pomijając fakt, iż już prawie wszystkie konfiguracje związkowo-parowe zostały wykorzystane w Smallville. Relacje Clark/Lana - naprawdę lubiłem tą dziewczynę do momentu, gdy zaczęła być z Lex'em, a raczej chodzi mi o zachowania Clarka w jej obecności. Rozumiem miłość miłością, ale pod koniec sezonu, kiedy Kent tylko ją widział lub z nią rozmawiał zachowywał się jak zbity szczeniaczek z podkulonym ogonem. Nie mogłem już na to patrzeć. Powinien powiedzieć jaj parę dosadnych słów i wyjaśnić sprawę raz na zawsze, a nie płaszczyć się za każdym razem, to był już po prostu żałosne i oczywiście było tak też w finałowy docinku. A skoro mowa o "Vessel" to nie spełnił on oczekiwań w nim pokładanych, co więcej twórcy zaskoczyli nas paroma zmianami w stosunku do zapowiedzi, jakie nam serwowali. Brakowało w nim tego czegoś... Jednak był całkiem dobry, gdyby nie on, to na pewno nie wyczekiwałbym teraz następnego sezonu. Myślę, że warto wspomnieć coś więcej o wydarzeniach, w szczególności pokazujących słabość Clark'a Kent'a. Dwie sceny obnażyły je w zupełności rozmowa z Laną oraz walka z Lex'em. Teraz należy postawić sobie pytanie patrząc na cały V sezon czy tak właśnie powinien zachowywać się przyszły Superman? Odpowiedz brzmi NIE! Jest za słaby, aby zaakceptować drogę, która już przed jego narodzeniem została mu nakreślona. Przykre to acz prawdziwe. Jak na razie Kent nie zasługuje na miano "Człowieka ze Stali".
Jeszcze wiele rzeczy nie poruszyłem w tym podsumowaniu, ale starałem się głównie skupić na przyszłym Supermanie, a podyskutować zawsze można na forum ;-) Reasumując, jeśli 6 sezon nie przyniesie znaczących zmian, to droga chłopaka z farmy będzie jeszcze bardzo długa. Najgorsze jest to, że może takie postępowanie przyczynić się do powolnej śmierci serialu, która już się chyba rozpoczęła. Jednak mam nadzieje z całego serca, iż się mylę i VI sezon zwali mnie z nóg, gdy tylko usłyszę wyczekiwane słowa... and now the season premiere of Smallville...